Wiesław A. Chmielewski, Twój Blues Nr 24 WIOSNA 2006

No i słowo stało się ciałem. Tak jak planowali i zapowiadali wyszła ich debiutancka płyta. Bez zmyłek terminowych, z materiałem i realizacją (co rzadko się zdarza wśród muzyków) taką, jak chcieli. Blue Sounds dzięki swej niezwykłej aktywności i mrówczej pracy po dwóch latach od debiutu (w tym składzie) na Olsztyńskich Nocach Bluesowych zaliczani są do czołówki polskich zespołów, a wśród akustycznych na pewno dziś dzierżą palmę pierwszeństwa. Tę płytę, o tytule Tak naprawdę to wszystko z miłości otrzymałem w Walentynki, i nadużyciem byłoby stwierdzenie, że zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, ale na pewno uważam ją za bardzo dobrą. Raz za sprawą bardzo precyzyjnie funkcjonującego zespołu, w którym każdy wie, co do niego należy - co objawia się precyzją wykonania. Po drugie, to jeden z nielicznych zespołów, który wykonuje obce kompozycje z własnymi, polskimi tekstami i nie są one absolutnie naśladownictwem, tylko twórczą transkrypcją. A sam zespół tworzą: Joanna Karkoszka, która nie dość, że śpiewa, to jeszcze pisze teksty i muzykę; Tomek, jej grający na niepełnym zestawie perkusyjnym mąż, który udowadnia, że nie trzeba robić dużo hałasu, by zaakcentować to co trzeba; zakochana w gitarze Ola Siemieniuk; gościnnie - profesor Roman Puchowski, którego dobry duch unosi się nad całym materiałem muzycznym, oraz grający na akordeonie Jacek Cichocki. To tyle o zespole. A o muzyce powiem, że jest bardzo różnorodna, chociaż w całości utrzymana w ... sentymentalnym nastroju. Rozpoczyna krótkie preludium Blind Blake'a, które jest początkiem festiwalu polskich kompozycji. Nie ma znaczenia, że niektóre z nich trzeba określić jako bluesopodobne, bo w zestawie klasycznych bluesów bronią się znakomicie. Przecież Cicho siedzę, najczęściej słuchana ich pozycja, to bossa nova, a Dziś wiem to klimat Norah Jones, tak jak Moje życie. Ale właśnie takie klimaty najlepiej odbiera się w klubowej atmosferze i w domowym zaciszu patefonu. Nie wiem co jest lepsze w ich repertuarze, czy wspomniane niebluesy, czy też klasyki Statesboro Blues, Come On In My Kitchen, Parchman Farm Blues czy Worrying You Off My Mind, bo te dla odmiany zostały bardzo ciekawie zaaranżowane i brzmią inaczej, bardziej świeżo. Może to przez zmianę tempa, odmierzanego przez Tomka, albo przez odmienną interpretację Joanny, jakże różną od pierwowzoru. Dla mnie pewnego rodzaju odkryciem jest ich wykonanie Kołysanki dla Kuby z muzyką Catfish Keitha, oraz Knajpa, blues i ja, które sączą się jak najlepszy trunek. No i fantastyczna wersja tradycyjnego tematu Roberta Johnsona Come On In My Kitchen, przerabianą już na tyle sposobów, że aż dziw, że im udało się zrobić coś nowego. Duet Joanny i Romka to swoisty majstersztyk, który można prezentować wszędzie! Tak samo jak cała płyta, która jest doskonałym przykładem, że blues nie musi być skostniałym skansenem, gdzie gra się tylko tradycyjnie, jak w muzyce poważnej, gdzie wszystkie wyskoki nowoczesności są źle widziane. Z ich muzyki bije współczesność oblana tradycją bluesową i za ten ożywczy klimat należą im się wielkie dzięki. Nie napisałem o grze gitarowej, ale trzeba ich posłuchać, by wiedzieć, do czego stworzony jest ten instrument.

Wasze zdanie

  • Ten artykuł nie posiada jeszcze komentarza. Bądź pierwszy i podziel się z nami swoim zdaniem. Czekamy...

CAPTCHA IMAGE

Copyright © 2009 - 2012 Bluesounds; Powered By Jacek Chudziński At MargotCms Platform